ocena: 0+x

W końcu, po niekończących się latach szukania, niekończących się latach myślenia, wiem. Jak dotąd nie spałem od miesięcy. Nie umiem. Nikt nie wie, oprócz niego. Ja… widziałem rzeczy… nie miałem przeżyć, ale zdołałem.

TO NIE MIAŁO SIĘ ZDARZYĆ!

On pożera. Mój przyjaciel stał się ofiarą jego myśli. Zepsuły jego, ale nie zdołały zepsuć mnie. Wiem, że nie zdołały. Nie mogły! Powiedział, że cienie się wydłużały, ale ja niczego nie zauważyłem…

A teraz, w tym dokładnie momencie, czuję, jak moje zdrowie psychicznie powoli się pogarsza niczym najwspanialszy budynek pod wpływem erozji. Czuję to… może nie jestem inny… tak jak ci przede mną…

Moja tajemnica to ciężar. Chciałbym, by była nieszkodliwa, ale jestem zaledwie posłańcem uwięzionym w burzy brutalności. Przebłysk jego cienia mógłby zabić zwykłego człowieka, ale nie mnie, nie.

Dlaczego? Och! Dlaczego musiałem przeżyć?

Koniec — zawsze go unikałem. Plotki krążyły…

Dlaczego ja?

TO NIE MIAŁO SIĘ ZDARZYĆ!

Miałem się z nim spotkać, ale gdy drzwi się otwarły, ujrzałem korytarz.

Cisza.

TO NIE MIAŁO SIĘ ZDARZYĆ!

Na końcu korytarza zauważyłem… zakłócenie. Oczywiście było tam światło, lecz… zmarszczone. Wiedziałem, że coś jest nie tak.

Zepsucie.

Światła zaczęły gasnąć, a ja zacząłem wychodzić. To nie była moja wina! Rzuciłem się ku klamce, a drzwi otwarły się na oścież.

Moja cholerna ciekawość.

Odwróciłem się jak typowy głupiec. Ujrzałem jego cień mymi dwoma oczyma. Zobaczyłem też rzeczy. Koszmary. Przeszłość. Przyszłość.

Czy to ma jakieś znaczenie?

Widziałem rzeczy, których nie powinienem był zobaczyć. Czułem do tego jego obecność w sobie, pozostającą we mnie, obserwującą, gotową do uderzenia jak drapieżnik.

Boże, wiem. On narodził się z nich. Gdy nadszedł czas, a ich zjednoczenie zawiodło. Wtedy on się narodził. To się narodziło. Jednakże jak wszystko, on też ma swój początek. W rodzicach. On nie chce ich zgromadzić, ale je zniszczyć. Ma swojego strażnika.

Jego chłód psuje… jego oczy mnie oszukują. Czuję, jak się zbliża… dlaczego jaA? Jego strażżnik… Umrze dopiero, gdy one się zjednoczą…

nNiemożliwe…

BędzieE klęczał… Ggwiazdy będą płonęły… A on wwraz z nimi. Zawładną obiektami… Wszystkimi dwoma tysiącami pięćset trzydziestoma ośmioma. Zzniszczyłeś to, ale czy było to warte ceny pandemoniumM?