ocena: 0+x

W dowolnym mieście dowolnego kraju, na dowolnym kontynencie, w dowolnym świecie dowolnej galaktyki dowolnego uniwersum i dowolnego odcinka „Teorii wielkiego podrywu” wejdź do zakładu psychiatrycznego. Po podejściu do biurka recepcjonistki poproś o widzenie z tym, który zwie się „strażnikiem zaburzeń psychicznych”.

Recepcjonistka pogapi się na ciebie, po czym cię zignoruje. Zapytaj ponownie i ponownie, i ponownie, i ponownie (łapiesz, o co chodzi, prawda?). Po zadaniu tamtego pytania po raz 888. kobieta na ciebie spojrzy. Uważaj, albowiem jeśli zapytasz ją po raz 889., natychmiast się udławisz na skutek przeciążenia swoich fałdów głosowych.

Jeżeli recepcjonistka spojrzy na ciebie i powie: „Wyjdź, zjebie”, uciekaj tak szybko, jak tylko jesteś w stanie, albowiem idą po ciebie strażnicy z nakazem ubezwłasnowolnienia. Jednakże jeśli kobieta weźmie do ręki telefon i gdzieś zadzwoni, to chwalić Pana!

Idź za nią, a właściwie — pełzaj. (Sprawdź, czy możesz jej zajrzeć pod spódnicę). Po trzech minutach i dwóch sekundach pełzania zacznij się turlać. W tym momencie kobieta spojrzy na ciebie z obrzydzeniem. Nie zwracaj na to uwagi.

Następnie otworzy ona drzwi, za którymi ujrzysz grubego mężczyznę na krześle. W jego ręce tkwił będzie zastrzyk. Zaczniesz skakać jak kangur i wylądujesz u jego stóp.

Recepcjonistka powie ci: „to właśnie on”. Mężczyzna wstrzyknie ci wówczas jakiś popieprzony anestetyk. Gdy się wybudzisz, będziesz się znajdował w pokoju przypominającym celę. W każdym razie ręce będziesz miał obwiązane żelaznymi łańcuchami.

Tamte żelazne łańcuchy to obiekt 9999. z liczby znanej jedynie Bogu. Oznaczają one, że jesteś teraz prawdziwym popieprzeńcem. Czy wystarczą jednak, by powstrzymać twoje wewnętrzne szaleństwo?