ocena: 0+x

Poniższy tekst stanowi wycinek dziennika nieznanego pochodzenia. Lokalizacja samego dziennika, niestety, również jest nieznana, ponieważ poniższy tekst został z niego wyrwany. Treści te jednak są dla nas ważne, więc powinny nam wystarczyć.

Nadal wyraźnie to pamiętam. To, jak stałeś w tamtym śniegu. Wszystko to nadal pamiętam. To była noc i wszystko było spokojne. Była pełnia, a gwiazdy mocno świeciły. Ty zaś stałeś na szczycie tamtego wzgórza, po prostu się na mnie patrząc. Miałeś śnieg na oczach i nadal tylko patrzyłeś. Swoimi pustymi oczami. Nadal to pamiętam. Stałeś daleko, a jednak słyszałem twoje wołanie w moim umyśle. Szepty: „Vincent, Vincent, chodź no. Mam coś dla ciebie”. A ja mówiłem: „Nie”. Jednakże widziałem cię stojącego tam ze swoim ostrym jak brzytwa uśmiechem i nogi same mnie ku tobie niosły.

Nie wiem, jak to się naprawdę stało. Szczerze mówiąc, było z tobą coś nie tak, czego nie umiem wyjaśnić. Nienawidziłem cię za to. Brzydziłeś każdy skrawek mojego bytu przez tamtą niewiadomą, w którą mnie wciągnąłeś. Tamto poczucie… pustki. Nie umiałem się przeciwstawić temu, co przyciągało mnie do ciebie; słyszałem twój głos mówiący mi o tamtych rzeczach. Tych, które na zawsze mnie zmieniły. Chciałem dla ciebie i dla tego czegoś zabijać, ale nie umiem.

Gdy mi to powiedziałeś, nie zrozumiałem. Nie chciałem zrozumieć. Chciałem cię zapytać, co to znaczy, ale zniknąłeś tak szybko, jak się pojawiłeś — o ile w ogóle tam byłeś. Zostawiłeś mnie tam, tamtej gwieździstej nocy, samego i zziębniętego. Co z ciebie za bezduszne bydlę. Mogłem jedynie pójść do domu i myśleć. Poszedłem do domu i myślałem. O tym, co mi powiedziałeś. Pytałem o to nawet wśród znajomych, ale oni też nie mieli zielonego pojęcia, co to znaczy. Doszedłem do wniosku, że są w moim zadaniu zrozumienia bezużyteczni, a zatem w ogóle się nimi nie przejmowałem. Po najwyraźniej tygodniach nieskończonego myślenia i kontemplowania zrozumiałem, jaki popełniłem błąd. A następnie to zrobiłem. Na pewno wiesz, co, bydlaku.

Byłeś tam.

Tak, wiem, że tam byłeś. Czułem cię, gdy próbowali mnie zabić. Wiedziałem, że tam byłeś. Byłeś tam, gdy po raz pierwszy zaatakowałem pierwszego zamachowca i wiem, że uśmiechałeś się, gdy reszta uciekła. Czułem twój uśmiech, gdy obezwładniłem agresora, a tego, co pojawiło się na twojej twarzy, gdy wziąłem nóż i poderżnąłem jego gardło, nigdy nie zapomnę. Skórując go martwego, słyszałem twój śmiech. Tylko to słyszałem, gdy pojąłem, co uczyniłem. Zamilkłeś w tamtym momencie. Dlaczego przestałeś? Chciałeś mi dać chwilę na popłakanie? Wiesz, że nie mogę czuć smutku z tego, co zrobiłem. Kpiłeś ze mnie, bydlaku. Nienawidzę, gdy ludzie ze mnie kpią.

Spojrzałem jednak znów na ciało osoby, która mnie zaatakowałem. Nie wątpię, że była to moja żona. Wszystko to było moją żoną, z wyjątkiem jej oka. Cóż! Może też było, ale z pewnością chce mnie. A zatem je wziąłem. Zabrałem jej oko, a ono do mnie przemówiło. Opowiedziało mi o swoich potrzebach. Oko… chce więcej. Chce przyjaciół. Oko… ono chce tego wszystkiego. Wtedy to pojąłem.

Zrozumiałem też to, co do mnie wtedy powiedziałeś. Co to wszystko znaczyło, dlaczego tak wielu musi polec. Pojąłem to wszystko. Zapewne w zamian pogorszyło się przez to moje zdrowie psychiczne, lecz rozumiem, że nie mogę nic uczynić. Muszę to zrobić. To, o czym powiedziałeś. O czym powiedziało oko. Muszą zostać uwolnione. Muszą się zjednoczyć.

Teraz to rozumiem.

Jednakże muszę zapytać, dlaczego mi to uczyniłeś? Powiedz mi, ty pusty bydlaku! Dlaczego muszę rozumieć? Dla…

Koniec wycinku.